W połowie marca odbyliśmy planowaną od kilku tygodni łikendową wycieczkę w czasie której mieliśmy zaliczyć dwie imprezy, muzyczną i polityczną. Po krótkich przygotowaniach i zawirowaniach personalnych w składzie wycieczkowiczów, w sobotnie południe wyruszamy ze Stalowej Woli do Krakowa, ostatecznie w dwie osoby, na miejscu mają dołączyć do nas krakowscy Autonomiczni Nacjonaliści. Na miejsce docieramy na długo przed rozpoczęciem koncertu, opuszczamy więc salę by wspólnie z miejscowymi posilić się pizzą. Po koncercie na którym zagrali The Invasion, niemiecki Shed No Tears oraz węgierski Feher Torveny (najlepszy skład wieczoru) udajemy się na wypoczynek do  trzeciego wycieczkowicza.Następnego dnia mamy wyruszyć do Bratysławy, na marsz organizowany co roku przez Slovenska Pospolitost a mający upamiętnić 71-szą rocznicę utworzenia w 1939 roku pierwszej Republiki Słowacji i oddanie hołdu pierwszemu prezydentowi, ks. Józefowi Tiso, bohaterowi i męczennikowi słowackiego narodu.

 Z rana, z lekkim opóźnieniem odbieramy w Krakowie czwartego uczestnika eskapady i wyruszamy w kierunku przejścia granicznego w Chyżnem. Droga mija wesoło, śmiało stwierdzić można iż różnorodność poruszanych tematów była powalająca. Po przekroczeniu granicy zostaliśmy zdani na życzliwość miejscowych, gdyż nie posiadaliśmy nawigacji a jedynym kontaktem na Słowacji był członek Falangi, która gościła w Bratysławie już od soboty. Wskazówki dotyczące drogi do stolicy odbieramy od pracownika stacji benzynowej, na następnej zaopatrujemy się w winete umożliwiającą wjazd na autostradę. Podróżujemy więc podziwiając piękne widoki, szczególnie w pamięci utkwi nam zamek na wzgórzu, który po zjeździe z autostrady, i przejechaniu kolejnych 30 km mijamy po raz drugi. Po odnalezieniu się jedziemy już prosto do stolicy, czas nagli coraz bardziej, do momentu rozpoczęcia demonstracji pozostało raptem kilkanaście minut. Nadzieją naszą na dotarcie na czas byłoby jej ewentualne opóźnienie. W radiu jako pierwszą wiadomość podają już rozpoczęcie protestu „antyfaszystów” zebranych pod pałacem prezydenckim, miejscu wymarszu nacjonalistów. Tuż przed wjazdem do miasta dzwonimy do falangisty obecnego na miejscu, okazuje się jednak że… jego telefon nie odpowiada. Tak więc oprócz opóźnienia spowodowanego pomyłkami na trasie ponownie zostajemy skazani na wypytywanie przechodniów. Szybko udaje nam się zlokalizować miejsce zbiórki, na miejscu widzimy już kilkuset nacjonalistów, spore siły policji (w tym oddziały na koniach) z armatką wodną oraz kilkudziesięcioosobową zbieraninę „antyfaszystów”, zrzeszonych w patologicznej organizacji Ludzie Przeciwko Rasizmowi, finansowanej przez Fundacje Otwarte Społeczeństwo. Pojawia się jednak następny problem, mianowicie zaparkowanie samochodu. Krążenie wokół placu na którym trwają już przemówienia zajmuje nam trochę czasu, rozdzielamy się na dwie dwuosobowe grupy. Jedna ma znaleźć miejsce parkingowe, druga wybadać jak dostać się na plac omijając lewaków (musieliśmy zabrać transparent z samochodu). Ostatecznie dwójka samochodowa znajduje miejsce i czeka na nas już wśród uczestników marszu. W tym czasie dwóch z nas zostało zatrzymanych, spisanych i przeszukanych przez policje. Nie szukając innych dróg idziemy wprost w tłumek kontrdemonstrantów, przez który przechodzimy spacerowym krokiem kierując się do zebranych narodowców. Tam okazuje się że zarówno nasz banner jak i aparat zostały w samochodzie. Manifestanci po wysłuchaniu przemówień i odśpiewaniu hymnu narodowego przygotowują się do wymarszu więc biegniemy do samochodu i po chwili dołączamy do marszu. Wszystko na co było stać „antyfaszystów” to trwająca godzinę pikieta pod pałacem. Po niej nie widać ich już w trakcie pochodu. Na czele liczącej od 250 do 300 osób idzie reprezentacja organizatorów czyli Slovenska Pospolitost, wraz z nimi m.in. Falanga, delegacja z Czech, Austrii. My lokujemy się mniej więcej w środku pochodu gdzie idą aktywiści niezrzeszeni, skinheadzi, Słowacki Narodowy Opór oraz słowaccy Autonomiczni Nacjonaliści. Kierujemy się w stronę cmentarza na którym spoczywa ks. Tiso. Marsz trwa ponad dwie godziny. Cały czas towarzyszy nam sznur radiowozów oraz reporterzy słowackich mediów, zawiedzionych z pewnością brakiem prowokacji i zadymy. Narodowcy wnoszą okrzyki „Sława Tiso”, „Za Boga i Naród”, „Wolni, narodowi i socjalni” oraz kilka niezrozumiałych dla nas okrzyków. Jeden raz wzniesiony zostaje „międzynarodowy” okrzyk „Antifa Ha Ha Ha!”, który idealnie pasował do tego co zaprezentowało tego dnia rzeczone środowisko. Pochód odbywa się bez prowokacji ze strony policji (co miało miejsce rok wcześniej). Manifestacja wzbudza oczywiście zainteresowanie przechodniów, a w niej samej idzie również trochę starszych osób. Po ponad dwóch godzinach przemarsz dociera na cmentarz, gdzie już ustawione są kordony straży miejskiej a w autobusie siedzi uzbrojony po zęby oddział policji. Przy bramie cmentarza stoją dwie zabiedzone dziewczynki z nabazgranym sprayem transparentem przeciwko nacjonalistom. Skwitowane uśmiechem politowania nie są już później widziane. W tym samym miejscu narodowcy rozdają ulotki traktujące o cygańskim problemie na Słowacji. Uczestnicy pochodu stają wokół grobu ks. Tiso, rozpoczynają się przemówienia, które są dla nas mniej więcej zrozumiałe. Głos zabierają m.in. przedstawiciel delegacji z Austrii, Polski (Falanga), przewodniczący partii Nase Slovensko Marian Kotleba, który oprócz wspomnienia pierwszego prezydenta porusza również problemy z którymi boryka się dziś Słowacja i Europa. Mówi więc o cygańskim terrorze, któremu stawiać czoła muszą mieszkańcy wielu słowackich miast i miasteczek, antynarodowej działalności władz, syjonizmie i amerykańskim imperializmie, żydowskich działaniach mającymi na celu sabotowanie istnienia europejskich państw narodowych i represje wobec ruchu narodowego. Po zakończeniu słowaccy AN zamawiają nam taksówkę do miejsca gdzie stoi nasz samochód a my wyruszamy w drogę powrotną. Żałować możemy tylko tego że z braku czasu, nie zdążyliśmy bliżej zapoznać się ze słowackimi aktywistami, dłużej porozmawiać. Od razu po manifestacji musimy ewakuować się z powrotem do Polski. Mamy nadzieje że jeszcze będzie okazja na nawiązanie bliższych kontaktów. Podsumowując cały wyjazd był udany, nie licząc problemów z dojazdem, które i tak udało nam się pokonać. Sama manifestacja wyglądała efektownie a my mieliśmy okazje zobaczyć z bliska  jak prezentuje się tamtejszy ruch narodowy podczas największego święta.

Na zakończenie relacji, zamieszczamy zdjęcie jednego z pilnujących nas strażników miejskich.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: