Wydawać by się mogło, że w Europie XXI wieku termin „więzień polityczny” stracił swoje znaczenie, w powszechnym przekonaniu panuje wolność wyrażania opinii, posiadania poglądów. Ludzie wierzą, że władza nie może i nie zamierza ingerować w wyznawane przez nich wartości oraz ich propagowanie. Sami rządzący bardzo często podkreślają ich przywiązanie do wolności słowa. Jest to oczywiście dalekie od rzeczywistości, wolność słowa przeznaczona jest dla tych, którzy biernie akceptują otaczającą ich rzeczywistość, nie starają się przeciwstawić destrukcyjnym poczynaniom „postępowych” władz poszczególnych krajów. Istnieją wyjątki, niektórym ludziom i grupom odmawia się owej wolności o czym szczególnie dotkliwie od dłuższego czasu przekonują się czescy nacjonaliści. W obliczu brutalnych akcji policji przeciwko narodowcom, rajdów antyterrorystów na ich domy, bezprawnych zatrzymań i wyroków, czescy aktywiści postanowili zorganizować demonstracje przeciwko tym totalitarnym praktykom. Miała być ona zarazem wyrazem solidarności z więzionym aktywistami. Po raz kolejny przekonali się oni, a my mogliśmy zobaczyć na własne oczy, jak wygląda poszanowanie wolności niewygodnych środowisk w wykonaniu czeskich władz.

W piątek przed północą wyruszamy w drogę do czeskiego Pilzna by wziąć udział w demonstracji, okazać solidarność z represjonowanymi nacjonalistami. Jak się potem okazało czekała nas droga pełna przygód. Pierwsza miała miejsce już przed Krakowem, gdzie w wyniku bliskiego spotkania z wybiegającą na jezdnie sarną tracimy lampę w samochodzie. Na szczęście żarówka pozostała sprawna, więc po krótkiej przerwie wyruszamy w dalszą trasę. Docieramy do Wieliczki gdzie dołącza do nas kolejny uczestnik wyprawy i ruszamy w stronę przejścia granicznego w Kudowie Zdroju, gdzie mają czekać na nas pozostałe samochody z nacjonalistami z Warszawy i Torunia. Na miejsce docieramy wczesnym rankiem i wszyscy razem kierujemy się na Pilzno. Tuż przed miastem, podczas postoju na stacji benzynowej jeden z nas nieopatrznie zatrzaskuje w samochodzie kluczyki. Przystępujemy więc do akcji otwierania go za pomocą zakrzywionego druta co przyciąga uwagę przejeżdżających policjantów. Po kilkunastu minutach walki z autem udaje się go otworzyć i niezwłocznie wyruszamy na miejsce gdzie mają czekać na nas Czesi. W samym Pilznie troszke pobłądziliśmy, po kilkunastu minutach przyjeżdżają po nas czescy narodowcy i prowadzą na miejsca parkingowe. Po krótkiej wizycie w barze i orzeźwieniu się wodą, w kilkadziesiąt osób ruszamy w kierunku miejsca zbiórki w centrum miasta.

Tam czekają już inne grupy nacjonalistów oraz gigantyczne siły policji. Boczne uliczki zastawione są radiowozami, wśród których stoi nawet wóz bojowy, plac otacza kilkuset uzbrojonych po zęby policjantów a nad naszymi głowami krąży policyjny helikopter. Przed dopuszczeniem nas do pozostałych uczestników demonstracji policja przystępuje do filmowania twarzy i dokumentów. Atmosfera wydaje się być dość napięta, organizatorzy uprzedzili wszystkich o możliwych prowokacjach ze strony policji. Nie dopuszczenie do manifestacji, która zgłoszona była do miejskich władz już w lutym byłoby na rękę rządzącym. Jak się później okazało takie rozwiązanie było prawdopodobnie zaplanowane. Potrzebny był jednak pretekst, o który w obliczu spokojnego tłumu było ciężko. Wokół placu krążą kilkuosobowe grupy zabiedzonych „antyfaszystów”, przypominających wyglądem stałą klientele sklepów monopolowych. Na placu zebrało się około  200 osób (jak się okazało policja uniemożliwiła wjazd do miasta delegacjom z innych rejonów Czech oraz ze Słowacji), wśród nich także Niemcy i my. Tu dochodzą do nas wieści że być może policja nie dopuści do manifestacji. Po około godzinnym opóźnieniu formujemy szyk by ruszyć ulicami miasta, rozkładamy banery („Razem przeciw systemowi” oraz „Wolność dla wszystkich nacjonalistów”) i wśród okrzyków „Wolność dla politycznych więźniów” wchodzimy na ulicę. Wokół demonstracji zgromadziła się całkiem spora grupa reprezentantów lokalnych i krajowych mediów, dodatkowo policja wyposażona była w radiowóz naszpikowany kamerami. Po przejściu kilkudziesięciu metrów ulica została zablokowana przez kordon zamaskowanych funkcjonariuszy, po czym przez megafon ogłoszono że… decyzją władz miasta manifestacja zostaje rozwiązana. Wywiązuje się wymiana zdań pomiędzy organizatorami a policją, która informuje że powodem rozwiązania demonstracji są… „zakazane hasła” na ubraniach niektórych uczestników. Tak, zakazane hasła. Kordon policji zacieśnia się a dowodzący akcją wzywa do zawrócenia i rozejścia się. W obliczu kilkuset uzbrojonych policjantów gotowych do spacyfikowania pokojowej demonstracji (co miało miejsce już wcześniej w Czechach) organizator prosi by w spokoju przejść w miejsce z którego będzie można rozejść się do domów. Policja obstawia nas jeszcze przez kilkaset metrów, aż do dojścia do naszych samochodów. Tam wywiązuję się spontaniczna wymiana zdań z przechodzącym obok ćwierćinteligentem, Polakiem, który zza pleców policjantów postanowił pokazać swą dezaprobatę dla naszej obecności na manifestacji. Tak więc po pokonaniu prawie 800 kilometrów zmuszeni jesteśmy wracać do Polski. Żegnamy się z czeskimi narodowcami i wyruszamy w drogę powrotną, którą pokonujemy bez większych przygód. Po przekroczeniu granicy zatrzymujemy się na obiad, żegnamy i ruszamy do swoich miast. Mimo odwołania manifestacji cieszymy się że mogliśmy tam być, pokazać naszą solidarność z czeskimi nacjonalistami w obliczu politycznych represji.

Antifa is watching us!:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: