Od kilku miesięcy trwały przygotowania do kolejnego Marszu Niepodległości organizowanego przez Młodzież Wszechpolską i Obóz Narodowo Radykalny. W ciągu ostatnich kilku tygodni ciśnienie medialne zdawało się zapowiadać dzień pełen emocji. Obserwowaliśmy z zaciekawieniem tegoroczną taktykę Gazety Wyborczej i odpowiedzialnego z jej ramienia za blokowanie patriotycznego pochodu Seweryna Blumsztajna. Po zeszłorocznej kompromitacji, kampanii reklamowej środowisk skrajnej lewicy, anarchistów czy zawodowych homoseksualistów wspieranymi feministkami i działaczami organizacji żydowskich, w tym roku redaktor Blumsztajn starał się tonować swoje wypowiedzi. Do czasu. Na kilka dni przed Marszem  Gazeta Wyborcza i inne należące do spółki Agora media przypuściły atak na organizatorów Marszu i reklamowanie gejowsko-lewackiego wiecu pod nazwą „Kolorowa Niepodległa”.

Jak zawsze „argumentami” zażartych wrogów świętowania polskości były powtarzane jak mantra oskarżenia o „faszyzm”, „rasizm”, „neonazizm” czy inne „antysemityzmy” (zwyczajowo stosowane przez media wymiennie). Odbyte debaty zwolenników i przeciwników Marszu Niepodległości obnażyły kompletny brak argumentów lewicowców (tych skrajnych jak i tych salonowych z Krytyki Politycznej) i wspierających ich tzw. „celebrytów”. W tym czasie organizowana była „antyfaszystowska” mobilizacja. Po zeszłorocznej klęsce poniesionej mimo ogromnego wsparcia medialnego najbardziej znanych tytułów w kraju, w tym roku zbieranina anarchistów, feministek, transwestytów i innych podobnych środowisk musiał się sporo nagłowić. „Gwiazdy” ze stajni TVN-u nagrywały filmiki zapraszające do blokowania legalnej manifestacji narodowców, a w tym czasie tzw. „antyfaszyści bojowi” błagali o pomoc swych zagranicznych towarzyszy.

Na Marsz Niepodległości w tym roku trwała mobilizacja kibiców, narodowców i nacjonalistów ze wszystkich ugrupowań i tych niezrzeszonych. Marsz stał się najgłośniejszym wydarzeniem nadchodzących dni. Wsparło go wiele środowisk, nawet tych na co dzień bardzo się od siebie różniących, oraz znanych postaci.

Złość i frustracja mediów, zwłaszcza Gazety Wyborczej sięgała zenitu, zapowiadał się bowiem ogromny sukces narodowego przedsięwzięcia. Wybierając się na marsz, zastanawialiśmy się jak to wszystko się potoczy i czy prowokacje mające na celu zdyskredytowanie marszu są już ułożone. Wiedzieliśmy, że spodziewać się można starć i policyjnych prowokacji, wiedzieliśmy, że z takiego obrotu spraw bardzo ucieszy się sztab na Czerskiej.

Ostatnie dni przed marszem upłynęły na ostatnich przygotowaniach, ustalanie godziny wyjazdu, drukowaniu transparentów. Emocje rosły coraz bardziej.

Marsz

Jeszcze na kilkanaście dni przed Marszem stalowowolska policja próbowała dowiedzieć się skąd wyruszać będą jego uczestnicy, kto był na nim w zeszłym roku i kto wyjazd ten organizował. Udało uniknąć się uciążliwych działań mundurowych przed samym wyjazdem, ale dwa autokary (jeden ze Stalowej Woli a drugi z Rzeszowa) zostały przejęte pod eskortę już po wjeździe do Sandomierza i prowadzone przez zmieniające się co powiat patrole aż do samej stolicy. Przed Warszawą nasze autokary zostały skierowane na parking gdzie zostały skontrolowane. W tym czasie kontaktujemy się ze znajomymi będącymi już na miejscu, informują nas o sytuacji i drobnych incydentach z udziałem lewackich bojówkarzy ściągniętych przez polskich „antyfaszystów”, których mimo uzbrojenia i stylizowanego na groźny wyglądu stać było jedynie na zaatakowanie rekonstruktorów historycznych. Coraz bardziej niecierpliwie zerkami na zegarki i czekamy na koniec policyjnej kontroli, ponieważ zbliża się nieubłagalnie godzina rozpoczęcia Marszu.

Policyjny radiowóz eskortuje nas pod stadion Legii, gdzie stoi już bardzo dużo autokarów z całej Polski. Tam spotykamy dość liczną grupę kibiców z Lubelszczyzny  i ruszamy w kierunku Placu Konstytucji. Po dotarciu na niego kilka minut po godzinie 15 zastajemy już walki z policją, latają kamienie, odpalone race, petardy. Policja używa gazu i armatek wodnych.

Wmieszanie się w tłum i chaotyczna sytuacja na placu powoduje, że cała nasza grupa rozdziela się, odnajdując się w późniejszym czasie częściowo. Po dwóch, trzech lub pojedynczo zostajemy w różnych miejscach, niewiele pomaga tu komunikacje telefoniczna, ze względu na policyjne szarże ciągle zmieniamy miejsca. Agresywne zachowanie policji, w połączeniu z wezwaniami do „zachowania zgodnego z prawem” musiało znaleźć odpowiedź w postaci zdecydowanej postawy zebranych.

Podczas gdy na placu trwają starcia a duże grupy są stopniowo spychane przez policję w boczne uliczki, organizatorzy postanawiają o wyruszeniu Marszu. W kilkudziesięciu a nawet kilkusetosobowych grupach jesteśmy co chwile atakowani przez oddziały uzbrojonych policjantów, armatki wodne i przyodzianych w kamizelki tajniaków, ataki te nie pozostają bez odpowiedzi. Części z nas udaje się dotrzeć do kolumny Marszu i dołączyć do niego, reszta, wraz z tłumem usiłuje dostać się na z powrotem na plac, lecz uliczki obstawiają kolejne oddziały policji.

Powoli stawało się jasne, że tak dużą grupą nie dotrzemy tam z powrotem bez narażenia się na możliwość zatrzymania przez policje, która próbowała wyłapywać z tłumu pierwsze z brzegu osoby, które później opisywane są za pomocą medialnej formułki „najbardziej agresywnych uczestników zajść”.

Po dłuższym czasie pościgów, walk i przeróżnych sytuacji nie do przewidzenia, udaje nam się rozdzielić na i w kilkuosobowych grupach dotrzeć na Plac Konstytucji. Jest już jednak jasne, że nie uda nam się dołączyć do Marszu, także wraz z warszawskim patriotami udajemy się prosto pod pomnik Romana Dmowskiego, gdzie niebawem ma dotrzeć Marsz. Powoli zaczynamy się odnajdywać, czekamy na tych z nas, którzy wzięli udział w przemarszu ulicami stolicy.

Biegając po stołecznych ulicach i unikając ataków policji, w tym napotkanego oddziału konnego nie było nam dane zobaczyć tak szeroko reklamowanej blokady „antyfaszystów”, ich wiecu ani żadnych grup, które miały sprawić, że „nie przejdziemy”. W tym czasie docierają do nas, jak się później okazało nieprawdziwe, informacje o zdelegalizowaniu Marszu.

Mimo tak wielu emocji, pozostał pewien niedosyt, że nie udało się nam sformować własnego bloku, rozwinąć zaprezentować wszystkich przygotowanych na tę okazje transparentów (w tym jednego poświęconego więzionemu w Południowej Afryce polskiemu antykomuniście Januszowi Walusiowi). Zamiast tego wielu ludzi mogło posmakować policyjnego gazu lub zostało oblanych wodą w dość mroźny dzień.

Będąc  już przy pomniku Dmowskiego widzimy zbliżający się pochód patriotyczny, który według różnych szacunków liczył od 15 do ponad 20 tysięcy ludzi, i który od wielu tygodni spędzał sen z powiek funkcjonariuszom medialnym Adama Michnika i przeróżnym pseudolewicowym „autorytetom”. Niekończące się morze ludzi i biało czerwonych flag robiło naprawdę spore wrażenie, co chwile pochód rozświetlał się dziesiątkami odpalonych rac. Po krótkim czasie, gdy trwały pierwsze przemówienia pod pomnikiem, kilkadziesiąt metrów od nas doszło do kolejnych starć z policją, zobaczyliśmy dwa płonące samochody należące do TVN 24, stacji, podobnie jak Gazeta Wyborcza, wyjątkowo nieżyczliwej wszelkim przejawom patriotyzmu. Wtedy też usłyszeliśmy, że Marsz Niepodległości zostaje zdelegalizowany i policja wzywa wielotysięczny tłum do rozejścia się.

W tegorocznym Marszu polskich nacjonalistów i patriotów wspierały również zagraniczne delegacje, przedstawiciele nacjonalistycznych ugrupowań z Hiszpanii, Węgier, Czech, Włoch, Serbii, Ukrainy, Słowacji, Litwy czy Szwecji.

Organizatorzy Marszu postanawiają rozwiązać demonstracje i ludzie powoli zaczynają opuszczać plac Na Rozdrożu. Po przeliczeniu wszystkich ludzi z naszego autokaru ruszamy na parking pod stadionem Legii, gdzie zostaję nam przydzielony policyjny motocykl, który odwozi nas poza miasto. Również w drodze powrotnej towarzyszy nam zmieniająca się eskorta, na którą składają się dwa nieoznakowane auta policyjne i duży radiowóz. Kilka postojów na jedzenie i papierosa, niedaleko przed Stalową Wolą zostawiają nas eskortujący po to by chwile później zajechało aż pięć radiowozów z naszego miasta. Na koniec podróży wszyscy zostajemy sfilmowani i spisani, a policjant tłumaczy te działania „rozkazami z Warszawy”. Po tym wszystkim docieramy do miasta i rozchodzimy się.

 

Podsumowanie

Podsumowując całe wydarzenie i atmosferę jaka wytworzyła się wokół niego w mediach, nie sposób nie pomyśleć, że tym, którzy dołożyli tak wielkich starań aby zohydzić idee Marszu w oczach społeczeństwa mogło zależeć na zamieszkach do których doszło przed Marszem. Zdając sobie sprawę z coraz bardziej widocznego wzrostu świadomości narodowej wśród młodzieży i niekwestionowanego sukcesu zeszłorocznego Marszu robili wszystko by ukazać jego uczestników w jak najgorszym świetle. Jednak, pomimo wszelkiego odcinania się organizatorów od uczestników zajść uważam, że zdecydowana reakcja na policyjne prowokacje i jasne danie do zrozumienia siłowym resortom władzy, że nie mogą bezkarnie atakować obywateli na legalnej demonstracji powinna mieć miejsce zawsze tam, gdzie owe prowokacje mają miejsce. Jako nacjonaliści, środowisko doświadczające szykan ze strony władzy, mediów i kohort umundurowanych (bądź zakamuflowanych) bandziorów powinniśmy dać im jasno do zrozumienia, że zarówno oni jak i okupacyjny twór zwany III RP jest naszym wrogiem. Tegoroczny Marsz Niepodległości okazał się największą manifestacją narodową od czasu istnienia III Rzeczpospolitej (ironicznie nazywanej czasami „wolną Polską”). Zgromadził ponad 20 tysięcy ludzi, podczas gdy wysiłek środowisk lewicowych ekstremistów i wielkie zaangażowanie mediów ściągnęło na wiec tolerancjonistów dużo mniej ludzi. Kompromitacja Gazety Wyborczej i całego tzw. Porozumienia 11 Listopada w zeszłym roku powtórzyła się i w roku bieżącym. Złożone z najdziwaczniejszych grup Porozumienie okazało się być główną przyczyną zaistniałych zdarzeń. Mimo, że w tym roku redaktor Blumsztajn już nie zachęcał do przynoszenia na Marsz kamieni a Michał Sutowski z salonowej Krytyki Politycznej nie wychwalał dzierżących flagi z sierpem i młotem „bojówkarzy” anarchistycznych, ci ostatni na pomoc wezwali niemieckich kumpli, którzy paradując z pałkami i kastetami chowali się w należącej do Krytyki restauracji. Wizyta niemieckich lewaków podziałała na wyobraźnie uczestników Marszu, niestety nikt nie miał okazji do bliższej konwersacji z wycieczką zza Odry.

Powrót do domu i zapoznanie się z relacjami medialnymi, zdjęciami, filmami i wypowiedziami zarówno zwolenników, przeciwników i innych obserwatorów wydarzeń dało nam obraz tego co działo się w częściach miasta, których nie mieliśmy okazji zwiedzić. Na wierzch wypłynęły kolejne kompromitujące lewackie Porozumienie fakty, pokazując prawdziwe oblicze organizatorów wiecu Kolorowa Niepodległa, firmowanego przez środowisko Michnika i Blumsztajna oraz niemieckich kolegów ich młodych pupilków czyli tzw. „antyfaszystów”.

Wydarzenia przed i po marszu pokazały również brutalne zachowania policji, kopanie po głowach i twarzach przechodniów, atakowanie i bicie bez powodu ludzi z biało czerwonymi flagami. Incydenty te potwierdziły to co wiemy już od dawna, mianowicie, że będąc pod specjalną ochroną prawa oraz mediów polscy policjanci czuja się bezkarni i stosują metody, których nie powstydziliby się najgorsi bandyci. Po raz kolejny udowodnione zostało, że policja w Polsce stanowi największą zorganizowaną grupę przestępczą a większość zamieszek po meczach czy demonstracjach jest wynikiem ich prowokacyjnych działań. Takie zachowania nie mogą pozostawać bez odpowiedzi, a ludzie zgromadzeni na legalnej manifestacji nie mogą pozostawać bierni wobec ataków uzbrojonych hord bandytów w mundurach, będących na usługach rządzącego antypolskiego establishmentu i wykorzystywanych do politycznych prowokacji.

Komentarze skompromitowanych, lewicujących „ekspertów” i „autorytetów” dają pełen obraz hipokryzji i złej woli tego środowiska, próbującego ugrać jak najwięcej na piątkowych incydentach, które bezpośrednio lub pośrednio sami sprowokowali.

Zajścia na Placu Konstytucji, całkowicie przesłoniły w mediach obraz dwudziestotysięcznego Marszu, który śmiało nazwać można wielkim sukcesem polskich środowisk narodowych. Zdajemy sobie sprawę, że narzędzia propagandowe podejrzanego środowiska skupionego wokół Michnika, Blumsztajna, TVN i innych mediów głównego nurtu nie zaprzestaną nagonki na ruch narodowy. Cieszy jednak to, że coraz więcej ludzi widzi jakie kłamstwa i manipulacje są im serwowane przez media i zaczynają skłaniać się ku wartościowym postawom patriotycznym zamiast wciskanego im usilnie gejowsko-feministyczno-lewackiego „postępu”.

Z tego miejsca przesyłamy pozdrowienia dla wszystkich uczestników Marszu Niepodległości i wyrażamy nadzieje na spotkanie się w tym samym miejscu w roku następnym.

Możliwość komentowania jest wyłączona.