mn2013Na tegoroczny Marsz Niepodległości stalowowolscy kibice i nacjonaliście wybierali się na własną ręke, różnymi drogami i w róznych terminach. Osobny autokar do Warszawy zorganizował stalowowolski Ruch Narodowy. Spotkaliśmy się na miejscu, lecz w mniejszych grupkach szliśmy w różnych częściach marszu. Relacja ta jest opisem marszu widzianego z jednej perspektywy naszej małej grupki.
Przed Marszem.
Jak każdego roku przed Marszem Niepodległości spodziewaliśmy się medialnej nagonki, ochoczego żonglowania „faszyzmami” wszelakimi, rad medialnych „autorytetów”, głosów przestrzegających przed „zagrożeniem demokracji” zafundowanej nam przez okrągłostołowe „elity”. W poprzednich latach środowisko Gazety Wyborczej i pokrewne media usiłowały organizować blokady, spraszając na nie swoich pupilków czyli anarchistów, feministki, homoseksualistów określanych ładnie „antyfaszystami” Fundowane były gwizdki do zagłuszania narodowców, z całego kraju (i nie tylko) ściągano przeróżnych sfrustrowanych „antyfaszystów”. Wszystkie te działania okazały się mocno kompromitujące, w tym roku nieprzychylne narodowcom media podeszły do tematu nieco ostrożniej, choć oczywiście starano się za wszelką cenę zohydzić idee prezentowane na Marszu.
Skompromitowani w poprzednich latach „antyfaszyści” także polegli, zrezygnowali z „blokad” podczas których chronieni przez policje pozowali na bojowych radykałów i zamiast tego zorganizowali swoją skromną demonstrację dwa dni wcześniej w rocznicę… Nocy Kryształowej. Niewielka grupka pozostała niemal niezauważona, wyjątkiem jest tutaj zaprzyjaźniona z tymi środowiskami Gazeta Wyborcza, której funkcjonariusze starali się jak mogli nadać temu wydarzeniu jakąś rangę (m.in. standardowe zawyżanie liczby uczestników). Organizatorzy Marszu Niepodległości apelowali do policji, która w poprzednich latach sprowokowała poważniejsze awantury o trzymaniu się na uboczy marszu, co częściowo zostało zrealizowane.
Swój marsz po raz kolejny zorganizował statysta osadzony na stanowisku prezydenta RP Bronisław Komorowski, jednak nie warto dłużej zajmować się tą propagandową imprezą reklamowaną przez reżimowe media .

Marsz
Marsz wyruszył spod Pałacu Kultury i Nauki, przed którym plac z minuty na minutę zapełniał się ludźmi i morzem biało-czerwonych flag oraz transparentów. Już na początku marszu odpalonych zostało sporo rac i petard, licznie zjawiły się grupy kibicowskie z całego kraju. Podczas przemarszu wznoszone były hasła antykomunistyczne, krytyczne wobec dzisiejszych rządów pookrągłostołowej republiki kolesi, odnoszące się do antynarodowych propagandowych mediów. Głośno śpiewano „W gorę serca, j…ać TVN” nagradzając tym „rzetelność” TVNowskich dziennikarzy i ogólną linię ideologiczną tej stacji. Nad głowami demonstrantów przez cały czas krążył śmigłowiec. W marszu, jak co roku, udział brali przeróżni ludzie, od kibiców i nacjonalistów, masy młodzieży, także rodziny z dziećmi, osoby starsze. Obecni byli przedstawiciele wszystkich organizacji i środowisk odnoszących się do idei państwa narodowego i szeroko pojętego patriotyzmu.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się w miejscu gdzie, w jednej z bocznych uliczek doszło do starć z policją, która używała gazu i gumowych kul. W ich stronę poleciały kamienie, race i petardy. Wszystko to nie trwało długo. W tym czasie dotarła do nas informacja, że część uczestników starła się z mieszkańcami dwóch anarchistycznych melin, służących często za bazy wypadowe „bojowych antyfaszystów” jak lubią siebie określać. Później dowiedzieliśmy się, że nieco ucierpiały zajmowane przez nich budynki a sami „antyfaszystowscy bojowcy” rzucali z dachu cegłówkami oraz butelkami z benzyną. Mieszkańcy podobnych przybytków doskonale wiedzą, że mogą liczyć na protekcję ze strony Gazety Wyborczej ( z którą blisko współpracują przy wielu okazjach, zwłaszcza kiedy trzeba wystąpić przeciwko inicjatywom patriotycznym). Nie inaczej było i tym razem. Anarchiści hucznie nawołujący na swoich stronach internetowych do fizycznej konfrontacji przedstawieni zostali jako bezbronne ofiary agresji. „Rzetelni” dziennikarze jak ognia unikali wspominania o używaniu przez nich np. koktajli Mołotowa.
Wydarzenia te działy się z boku marszu a on sam posuwał się naprzód. Przez cała drogę odpalana była bardzo duża ilość rac co dawało bardzo dobry efekt wizualny. Po dotarciu w okolice Placu Zbawiciela część uczestników marszu odłączyła się od głównej kolumny udając się dalej boczną uliczką. Po chwili byliśmy świadkami (kolejnego już) pożaru postawionej tam za pieniądze podatników „instalacji artystycznej” w postaci tęczy mającej być hołdem dla środowisk propagujących homoseksualizm. Tęcza ta stała się niemal miejscem kultu dla redaktorów Wyborczej i ich „wyznawców”, wielokrotnie odnawiana była z publicznych pieniędzy (podobną odnowę zapowiedziała już Hanna Gronkiewicz-Waltz).

Kolejne „ogniska” miały miejsce przed rosyjską ambasadą gdzie spłonęły dwie budki strażnicze a w stronę budynku poleciało kilka rac i petard. Z jednej strony, zdarzenie to nie budzi we mnie szczególnego poparcia, z drugiej jednak odczytać je można jako wyraz gniewu wobec uległości „polskiego rządu” wobec władz Rosji w różnych kwestiach (na miejscu ambasady rosyjskiej mogłyby w zasadzie znaleźć się placówki innych krajów wobec których czołobitną postawę prezentują władze naszego kraju). Jak można było się spodziewać od razu zdarzenie to potępił premier oraz jego twiterowy minister. Przepraszanie wszystkich wokoło jest wszak ich znakiem firmowym (przepraszamy Litwinów, Meksykanów, Rosjan, nie wspominając o cyklicznym przepraszaniu Żydów z przeróżnych okazji).
Po pewnym czasie, dała o sobie znać policja, która postanowiła z sobie tylko znanych powodów oddzielić od siebie demonstrujących. Utworzono kordon w poprzek ulicy, nie obyło się także bez wymachiwania na oślep pałami. Podlegli władzom pałkarze, świadomi swojej bezkarności umundurowani bandyci wywołali tym samym napięcie i reakcję maszerujących. W ich kierunku znów poleciały race i petardy. Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy i marsz ruszył dalej, choć już wtedy dotarły do nas informacje o jego zdelegalizowaniu. Marsz dotarł jednak najpierw pod pomnik Romana Dmowskiego a następnie na Agrykole gdzie odbyć się miały przemówienia. Na placu Na Rozdrożu pokaz siły urządziła policja, która setkami uzbrojonych pałkarzy wybiegła ze swoich samochodów i autobusów i zaczęła napierać na ludzi zmierzających na Agrykolę. Jednocześnie przez megafon wykrzykiwano komunikaty o „nielegalnym zgromadzeniu” oraz straszono użyciem siły. Na plac wjechały armatki wodne a wokół niego biegały kolumny policjantów, zatrzymując przypadkowych ludzi i grupy.

Mimo to, obyło się bez zamieszek pod pomnikiem Dmowskiego. Mimo to policjanci zatrzymywali, spisywali i zatrzymywali przypadkowych ludzi (statystyki zatrzymań i podjętych interwencji muszą być przecież wysokie). Liczba zatrzymywanych po marszu stale rosła a w mediach pobrzmiewała znana formułka o zatrzymaniu „najbardziej agresywnych”. Na Agrykoli przemawiali liderzy Ruchu Narodowego i organizatorzy marszu, a także przedstawiciel węgierskiego Jobbiku Gabor Vona. Podobnie jak w latach poprzednich na marszu obecne były delegacje nacjonalistów z innych krajów. Widoczne były grupy i flagi Jobbiku, włoskiej Forza Nuova, przedstawiciele niderlandzkiej organizacji Voorpost, grupy Słowaków, Czechów i wielu innych europejskich nacjonalistów. Po przemówieniach odśpiewany został hymn narodowy w asyście ogromnej liczby rac i zgromadzenie zostało rozwiązane a przybyli z różnych części Polski patrioci ruszyli do domów. Nie obyło się oczywiście bez policyjnych zatrzymań i przeszukiwań autokarów i samochodów, podczas których usilnie próbowano wyszukać jeszcze kogoś do zatrzymania.

Po Marszu.
Tak jak można było się spodziewać po marszu w mediach rozgorzały dyskusje o „bandytyzmie” i potrzebie zakazu demonstracji marszów narodowców. Do ataku przystąpiły wszelakie „autorytety”, dziennikarze reżimowych stacji i gazet wspierani przez dobrze ustawionych na okrągłostołowych układach dawnych opozycjonistów, swoje przemyślenia i wyrazy oburzenia wyrazili przedstawiciele wszelkich ekstremistycznych grupek lewackich np. pupilki Adama Michnika z Krytyki Politycznej i grup pokrewnych. Nie obyło się także bez gróźb ze strony rządowych oficjeli i tworzenia czarnych scenariuszy „faszystowskiego zagrożenia” przez zawodowych „antyfaszystów”. Pokazuje to obawę przed przebudzeniem się społeczeństwa, przed coraz większa liczbą młodzieży odpornej na propagandową papkę wciskaną przez media i serwowane im „autorytety”. Trzecia eRPe oraz jej zarządcy będą bronić się wszelkim dostępnymi środkami, dostrzegają bowiem coraz większe niezadowolenie z zafundowanej nam atrapy państwa i coraz większy gniew społeczeństwa na zarządzających nimi oszustów.123a3b3c3dnn4566a6b6c7891011

Możliwość komentowania jest wyłączona.