Marsz Niepodległości 2014

Przed marszem:
Kilka dni temu formacje zbrojne quasimafijnej atrapy państwa jaką jest III RP (ironicznie nazywana „wolną Polską”) przeprowadziły rajdy na kilkadziesiąt mieszkań w całej Polsce. Był to element kampanii zastraszania, którą prowadzą służby III RP przeciwko tym, którzy już zdali sobie sprawę z tego, że żyjemy w post-okrągłostołowej republice kolesi nie mającej z wolną Polską nic wspólnego. Kampanie tę zlecono Centralnego Biuru Śledczemu (wpis niżej informujemy o akcjach tej formacji przeciwko obywatelom zamierzającym wziąć udział w legalnej demonstracji).

Przygotowania do wyjazdu:
Uczestnicy Marszu Niepodległości organizują się na różne sposoby. My postanowiliśmy wynająć 19-osobowego busa. Tak jak w całej Polsce, dzień przed wyjazdem, na kierowcę naszego busa i firmę w której pracuje nasłani zostali policyjni bandyci szantażyści, którzy mieli zastraszyć firmę i kierowcę a tym samym uniemożliwić obywatelom „wolnego kraju” udział w legalnej manifestacji. W tym samym czasie media na usługach rządzącej kliki zasypywały nas informacjami o „wesołym” marszu z inicjatywy prezydenta, na który ściągane są rodziny urzędników jego partii i partyjniacy z całego kraju. Utrudnienia i zastraszanie bandyckimi, ubeckimi metodami (niektórzy z naszych dzisiejszych „nauczycieli demokracji” wynieśli je z domu) z pewnością uniemożliwiły wielu osobom wzięcie udziału w największej narodowej manifestacji.

My jednak, mimo najść milicji (tak chyba należałoby określać tę zbrojną formację działającą na szkodę obywateli) dotarliśmy na Marsz Niepodległości niemal w komplecie (jedno auto cofnięte podczas policyjnych blokad dróg i przeszukań, podczas terroryzowania podróżników kazano im rozbierać się oraz fotografowano tatuaże). Także policyjna akcja nie udała się, ale dzięki niej właściciele przeróżnych firm przewozowych mieli okazję dowiedzieć się, że żyją w kraju milicyjnego terroru i praktyk zastraszania przy akompaniamencie słodkich wywodów o „wolności” niedawno ogolonego statysty słynącego ze znajomości ortografii.

Wyjazd:
Z racji policyjnej akcji zastraszania (ograniczania liczby uczestników MN) na marsz nie dotarło kilku naszych kolegów. Większość jednak stawiła się w Warszawie, gdzie po spotkaniu z reszta znajomych z całej Polski wyruszyliśmy aby domagać się niepodległości (świętować jej niegdysiejsze odzyskanie i domagać się kolejnego oswobodzenia z rąk sprzedajnych szumowin zwanymi „polskim rządem”).
Na trasie do Warszawy mieliśmy okazję podziwiać kolejny popis policyjnych „sprawności” o których nie wspomni ani Lis ani Olejnik. Były to obstawione drogi, przeszukania busów, autokarów i samochodów, fotografowanie napisów na koszulkach, bluzach i tatuażach. Z relacji zatrzymanych przez „demokratyczną milicję” wiemy, że wszyscy byli wypytywani o poglądy polityczne (co jest, teoretycznie zabronione).

Docieramy na miejsce:
Po dotarciu do Warszawy chwilę zajmuje nam odnalezienie się ze wszystkimi znajomymi, ale wszystko zostaje dograne i wraz z masą ludzi z całej Polski ruszamy wraz z Marszem Niepodległości, który rozpoczęły przemówienia zagranicznych gości. Zaproszeni Francuzi mówili o zagrożeniu wynikającego z promowanej przez media groźnej ideologii multikulturalizmu, która zamieniła Francję w multirasowy tygiel, w którym niebezpiecznie jest żyć a terror politycznej poprawności zabrania oficjalnej krytyki tego zjawiska. Oprócz patriotów z całej Polski na Marszu widziani byli Węgrzy, Czesi, Włosi, Francuzi, Hiszpanie i pewnie wielu innych nacjonalistów z Europy.

Marsz rozpoczął się a na całej jego długości płonęły setki rac i powiewały flagi Polski, Węgier, Francji, flagi z krzyżem celtyckim, oraz flagi polskich i zagranicznych organizacji biorących udział w Marszu. Cała trasa obstawiona była setkami uzbrojonych policjantów, którzy przed Marszem, poukrywani w bramach i ciemnych uliczkach wyłapywali przyjezdnych. Nad marszem krążyły także trzy śmigłowce.

Na moście Poniatowskiego część uczestników Marszu postanowiła „podziękować” policji za akcje przeciwko nim i całokształt pracy nad utrwalaniem antyspołeczengo systemu. W stronę pretorianów Trzeciej RP poleciały butelki, kamienie i środki pirotechniczne. Starcia trwały jednak krótko. Kolejne wybuchły już za mostem ale także skończyły się po krótkiej chwili. Marsz zmierzał w kierunku Stadionu Narodowego gdzie miał się zakończyć. Tam ze sceny przemawiali kolejni przedstawiciele organizatorów i zaproszeni goście. W tym samym czasie doszło do kolejnej konfrontacji młodych Polaków z nękającą obywateli formacją. Na represje i prowokacje ze strony policji odpowiedzieli oni gradem kamieni, środków pirotechnicznych i butelek (podobno podczas walk na Rondzie Waszyngtona radykalna część uczestników użyła także kilku koktajli Mołotowa). Zareagowali oni tak, jak powinni reagować ludzie nękani przez zbrojne formacje za swoje poglądy, ludzie, którym na każdym kroku chce się ograniczyć ich wolność. Policja odpowiedziała użyciem gazu, armatki wodnej oraz broni gładkolufowej. Wodą z armatki potraktowani zostali także uczestnicy Marszu, którzy nie brali udziału w starciach z policją. Pod Stadionem Narodowym kordon policji zaatakował nie biorących udziału w zamieszkach ludzi. Na oślep bito ich pałkami, pryskano gazem a w tłum rzucano granaty ogłuszające. Spowodowało to panikę w tłumie ale także reakcję dużej grupy uczestników, którzy rozpoczęli obronę przed formacją, która napadła na Marsz.
Uczestnicy walk wykazali się dobrą organizacją i nie wystraszyli się ataków oddziałów policji skutecznie powstrzymując je przed kolejnymi napaściami na uczestników Marszu.

W czasie walk z policją miał miejsce przykry incydent. Ze sceny przemawiał jeden z koordynatorów Straży Marszu Niepodległości Adam Małecki, który nazwał ludzi broniących siebie i innych przed atakami policji „hołotą”, „kretynami” i „ćwierćmózgami”. Retoryka wziętą żywcem z Gazety Wyborczej czy TVN-u dotyczyła nie szukających usilnie zadymy ludzi, ale tych, którzy odpowiedzieli na nieuzasadnione, brutalne ataki policyjnych oddziałów. Obrona przed policyjną agresją skierowaną na uczestników Marszu (w tym rodziny z dziećmi) została zrównana do bezpodstawnego „szukania zadymy”. Należy wspomnieć także, że w napaściach na uczestników demonstracji brała udział również Żandarmeria Wojskowa.

Po zakończeniu Marszu Niepodległości uczestnicy zaczęli rozchodzić się do domów, autokarów i samochodów. Na trasie powrotu ustawione były oddziały policji, które wyrywkowo wydzierały z tłumu pojedyncze osoby, które następnie były zatrzymywane. Podobnie jak w wielu przypadkach nie ma to nic wspólnego z medialnym określeniem „zatrzymano najbardziej agresywnych uczestników”. Statystyki zatrzymań musiały się zgadzać, liczba zatrzymanych musiała być duża aby wywołała odpowiednie zainteresowanie medialne. Oczywistym jest, że większość z zatrzymanych nie miała nic wspólnego z zamieszkami. W drodze powrotnej autokary i samochody były zatrzymywane i przeszukiwane. Przed wieloma miastami w Polsce ustawiono policyjne blokady na których wyłapywano powracających do domów uczestników Marszu. I tak do historii przeszedł kolejny Marsz Niepodległości. Po raz kolejny policyjne akcje pokazały nam, jak wygląda „wolność”, której 25-lecie w tym roku świętują media i politycy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: