William L Pierce: Czym jest rasizm?

Cztm jest rasizmDziś porozmawiamy o tym czym jest rasizm oraz o sprawach pokrewnych.Jest to temat, który u przeciętnego białego człowieka wywołuje niewygodne zdenerwowanie.50 czy 60 lat temu ludzie podobnie reagowali na seks.Naprawde niewielu ludzi było w stanie rozmawiać o seksie szczerze, otwarcie i bez skrępowania.Większość ludzi temat seksu zawstydzał.Gdy tylko temat ten wypływał ludzie używali wszelkich możliwych sposobów i wybiegów aby tylko uniknąć konieczności wspomnienia rzeczy lub używania słów, które wywoływały powszechne rumieńce lub zażenowanie.Np w grzecznej pogawędce nie wypadało użyć słowa “noga” mówiąc o kobiecie.Było to traktowane jako zbyt ryzykowne balansowanie na krawędzi pornografii.Było tak ponieważ takie zachowanie przywoływało wpojone skojarzenia.Dlaczego tak było?Dlaczego krępowały nas rozmowy o seksie?Odpowiedź jest banalnie prosta – sex był tematem tabu.Funckjonowało wówczas wiele społecznych i religijnych ram, ograniczeń i zakazów dotyczących seksu mimo iż owe restrykcje godziły lub wręcz kłóciły się z naszymi naturalnymi instynktami i popędami.Wpajano nam że uleganie takim seksualnym popędom jest grzeszne i grożono koszmarnymi konsekwencjami.Efektem tego było poczucie winy, które wzbudzały w nas nasze naturalne potrzeby.Żeby uniknąć tych wyrzutów unikaliśmy tematu seksu, zamietliśmy go pod dywan i staraliśmy się o tym nie myśleć.Obecnie sprawa ma się tak samo w temacie rasy.Tak jak 50 czy 60 lat temu nauki religijne wzbudzały w nas wyrzuty sumienia z powodu naturalnych popędów tak dziś podobne uczucia a propos rasy wzbudzają w nas, w głównej mierze mass-media.Jesteśmy skłonni uwierzyć ze rasowe predyspozycje są grzeszne. A jakie właściwie są nasze naturalne rasowe predyspozycje?Odpowiedź możemy znaleźć analizując nasze zachowanie i dorobek cywilizacyjny ( kulturalny – to o czym mowiliśmy i pisaliśmy) z czasów gdy rasa nie była jeszcze tematem zakazanym, gdy mogliśmy mówić o niej swobodnie, bez wyrzutów sumienia czy wstydu (zażenowania) – cofając się powiedzmy do początku XX wieku.W owym czasie akceptowaliśmy fakt że ludzie, przedstawiciele poszczególnych ras woleli żyć, pracować i bawić się z ludźmi podobnymi sobie.Woleliśmy towarzystwo ludzi o takim jak nasz kolorze skóry, tak samo jak przedstawiciele innych ras. Często wykazywaliśmy ciekawość, zainteresowanie innymi rasami, ich zachowaniem, stylem życia, kulturą czy historią.Podziwialiśmy japońskie miecze samurajskie, chińską ceramike, eskimoskie kajaki, hinduską mitologie, meksykańskie świątynie.W młodzieżowych czy dziecięcych organizacjach jak np skauci analizowaliśmy i zgłębialiśmy role amerykańskich Indian, staraliśmy się odwtorzyć.dorównać ich wspaniałym umiejętnosciom myśliwych czy drwali.Jeśli na jakimkolwiek polu obca/inna rasa miała rzeczywiste osiągniecia, my gotowi byliśmy je studiować i dać im kredyt zaufania, gdy był on potrzebny i uzasadniony.W tym samym jednak czasie zachowywaliśmy poczucie odrębności, wyjątkowości i dumy z naszej europejskiej kultury, historii i dorobku.Nie czuliśmy potrzeby aby przepraszać za nauczanie historii naszej rasy w naszych szkołach – innymi słowy wykładaliśmy historie Europy zamiast historii Japonii czy Tybetu (pomijając specjalistyczne szkoły i uniwersytety, które prowadziły kierunki badające egzotyczne kultury).W szczególności nie odczuwaliśmy potrzeby “odkrycia” i nauczania zakłamanej historii czarnych tylko po to by podnieść samoocene czarnej młodzieży lub wmówić białym ze jesteśmy kulturowo równi.Czy uważaliśmy że nasza rasa jest lepsza od innych? Uogulniając – tak, ale nie było to spowodowane próżnością a realnymi pobudkami.Mieliśmy przy tym pełną świadomość że przedstawiciele innych ras mogą robić pewne rzeczy lepiej niż my.Przykładowo czarni mogli pracować w gorącym wilgotnym środowisku mogącym spowodować śmierć białego pracownika.Ich szczególna budowa szkieletu i struktura mięśniowa czynią ich lepszymi biegaczami, skoczkami, stosunkowo wąska czaszka i długie ręce stawały się zaletami w boksie.My wiedzieliśmy w czym jesteśmy szczególnie dobrzy i te cechy ceniliśmy najwyżej.Oczywistym jest że kompletujący drużynę koszykarską kierowałby się szczególnymi standardami i w tym temacie postrzegałby czarnych jako rasę dominującą.I to nas wcale nie martwiło i nie oburzało.My widzieliśmy swoją rolę jako siewców pokoju dla wszystkich innych, jako naczelnych “rozwiązywaczy” problemów naszej planety, budowniczych cywilizacji, najlepszych myślicieli i wykonawców.Ponadto, oczywiście woleliśmy naszą sztukę, muzykę i literature.To one (nasze) podobały nam się najbardziej. I W TAKIM WLAŚNIE KONTEKŚCIE UWAŻALIŚMY NASZĄ KULTURE ZA LEPSZĄ I DOMINUJACĄ! Dominujacą według naszych standardów oczywiście.Z tego powodu, z powodu naszych odczuć dotyczących nas samych i naszego uwielbienia preferencji naszego rodzaju i naszej kultury wg dzisiejszych standardów bylibyśmy rasistami, białymi suprematystami.Wtedy nikomu nie przyszłoby do głowy używanie takich terminów.Rasizm wtedy nie istniał, a przynajmniej nie był kwestią wartą uwagi.Po prostu myślelismy i zachowywaliśmy się w sposób dla nas naturalny.Dopóki inne rasy “nie wchodziły nam w drogę” nie czuliśmy wobec nich żadnej wrogości.Jeśli jednak wchodziły z reguły szybko tego żałowały.Oczywistym jest że inne rasy miały bardzo podobne nastawienie/zapatrywania na ten temat.Osądzali oni rzeczy pod kątem własnych standardów.Chińczycy wierzyli, w sumie wierzą nadal, że dominują nad obcymi diabłami.Czy w jakiś sposób nas to obraża?Absolutnie nie.Nie zgadzaliśmy się z Chińczykami, ale dopóki każdy z nas pozostawał na “swoim podwórku” byliśmy w stanie koegzystować całkowicie bezproblemowo.Konflikt międzyrasowy rodził się kiedy rasy były zmuszone okupować jedno podwórko.W takim wypadku ZAWSZE rodzi się konflikt i wrogość.Kiedy chciwi biznesmeni sprowadzali statki wyładowane niewykwalifikowanymi ale tanimi chińskimi robotnikami do naszego kraju by zapewnić tanią siłe roboczą do budowy kolei, aby nie byli zmuszeni płacić wyższej (należnej!) pensji białym robotnikom rodziła się wrogość między białymi a Chińczykami.Większy konfilkt zrodziło jednak sprowadzanie afrykańskich niewolników.Głodni zysków handlarze niewolników sprowadzali miliony czarnych po czym składali propozycje nie do odrzucenia właścicielom plantacji.Warunki ekonomiczne XVIII wieku sprawiły że korzystanie z niewolniczej siły roboczej było bardzo opłacalne.jednak korzystanie bogatych białych właścicieli ziemskich z pracy niewolników pozostawiało mniejszych farmerów i rzemieślników na południu w niekorzystnej sytuacji co znów zrodziło konflikty i wrogość.Po uwolnieniu niewolników i wcieleniu ich luźno do białego społeczeństwa konfilkt między białymi a czarnymi stał się o wiele poważniejszy.Konflikt rasowy został w końcu uregulowany prawnie przez wprowadzenie segregacji, której istota skutecznie dzieliła społeczność Stanów Zjednoczonych na białą i czarną.Biali żyli w jednej części miasta, czarni w drugiej.Biali mieli swoje szkoły, czarni swoje.Biali mieli swoje przybytki rekreacyjne , czarni swoje, to samo dotyczyło restauracji.Starano się nie mieszać ras co pozwoliło każdej z nich zachować swoją kulture i standardy.Przykładowo tam gdzie była duża populacja czarnych, prawo zakazywało krzyżowania ras.Segregacja nie była idealnym rozwiązaniem na dłuższą metę dla każdej z ras ale jako stan krótkoterminowy była zdecydowanie lepsza niz mieszanie ras.Jedynym właściwym rozwiązaniem byłaby segregacja geograficzna, która w tym przypadku można było uzyskać poprzez odesłanie uwolnionych niewolników do ich rodzinnych krajów (czarnych niewolników do Afryki, tanich chińskich robotników do Chin).Ale względy ekonomiczne, plus żałosna krótkowzroczność, która charakteryzuje polityke demokratyczną poskutkowała odstawieniem geograficznej segregacji na boczny tor.I tak, mimo defektów, żyliśmy w segregacji jak mogliśmy najlepiej.My nadal mieliśmy swoje podwórko, swoją społeczność, czarni mieli swoją.Wewnątrz naszej społeczności nadal mogliśmy rozmawiać o rasie, naszej lub innych, bez zażenowania czy poczucia winy.Istniały oczywiscie ogromne różnice kulturalne i ekonomiczne pomiedzy społecznościami białych i czarnych.Poziom nauczania w czarnych szkołach był zdecydowanie niższy niż w białych.Podobnie było z zarobkami, poziomem życia czy bezpieczeństwem.Kilku czarnych przeskoczyło przeszkody i udało im się. Większość jednak żyła w nędzy. Wtedy kilku białych, którzy mieli zbyt dużo czasu objęło patronat nad czarnymi, dużo wcześniej niż “rasizm” nadał ignorancji czarnych imię ucisku stosowanego przez białych, co oczywiście nie miało z prawdą nic wspólnego. Większość białych nie zaprzątała sobie głowy czarnymi ani ich uciskaniem. Biali kompletnie nie interesowali się tym co robią czarni dopóki ci robili to wśród swoich. Po prostu należałoby przyglądać się kolosalnym różnicom cywilizacyjnym Europy i czarnej Afryki by zrozumieć różnicę między poziomami społecznymi czarnych i białych w USA, które wynikały z różnic rasowych.Czarni w Ameryce żyliby na poziomie o wiele niższym gdyby nie sąsiedztwo białych. Niemniej jednak “zbawcy” upierali się przy obwinianiu białego społeczeństwa za niedociągnięcia czarnej społeczności co jednak nie odbiło się szerokim echem wśród samych zainteresowanych.W latach 20 i 30-stych Narodowe Stowarzyszenie Sprzyjające Rozwojowi Kolorowych (National Association for the Advancement of Coloured People) lobbowało koniec segregacji.Co ciekawe, wówczas wszyscy prezesi tej organizacji byli Żydami, nie murzynami a niemal wszystkie ich fundusze pochodziły od Żydów. Przełomem była II wojna światowa. Ogromny rozwój przedsiębiorstw w Ameryce z czasów II WŚ radykalnie zmienił klasę robotniczą. Gdy miliony mężczyzn przywdziało mundury, prace w fabrykach znalazły kobiety i murzyni co dotąd było zupełnie niespotykane. Ostatecznie wojna spowodowała ze czarni masowo przenosili sie z terenów wiejskich do miast, co sprzyjało bogaceniu się niedawnych niewolników. Zdobywali więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej.J ednak ważniejsze były psychologiczne skutki tej wojny.Czołowi twórcy amerykańskiej propagandy przedstawiali tą wojnę jako krucjatę na rzecz RÓWNOSCI I DEMOKRACJI.Wmawiano nam że Niemcy uważają się za rasę panów. Niegodziwym było aby jakaś grupa ludzi uważała się za lepszą od innych. To nam ciągle powtarzano. Koniec konców zabiliśmy miliony europejczyków i straciliśmy przy tym 300 tysięcy swoich żołnierzy. Ale udało nam się udowodnić że Niemcy nie byli rasą panów, a to dało propagandzistom latwość persfazji że biali i czarni są równi i że niższy poziom społeczno-ekonomiczny czarnych musi wynikać z naszej winy. Jeśli byli biedni i zacofani musiałaby to być nasza wina! Utrzymywano że to segregacja trzymała ich na dolnym szczeblu rozwoju. Rezultatem było poczucie winy które zaczęło wsiąkać w świadomość bialych w latach 50-tych.Telewizja stała się nową, silną bronią w rękach “rozpalaczy winy”.Karmiła nas wizerunkami wystrojonych czarnych przesiadujących w restauracjach dla białych, których wyśmiewały białe kelnerki i którym odmawiano obsługi. Pokazywano czarnych wyciąganych z autobusów, okładanych kijami bejzbolowymi przez członków Ku Klux Klanu. Widzieliśmy policjantów z psami atakujących tzw. “czarne marsze równości” w Alabamie.Nie mam na myśli tego ze takie rzeczy jak demonstracje praw cywilnych w latach 50-tych i 60-tych działy się nagminnie. Zdarzały się epizody. Biali robotnicy, którzy byli raczej niezdolni do obrony miejsc pracy, szkół i osiedli w tych latach czasem reagowali w sposób haniebny i ożywiony, czasem nawet agresywny. Gdy tylko tak się działo, kamery przysłane przez media były zawsze w okolicy by to wszystko sfilmować .Kilka pojedynczych scen zostało sklejonych i obsadzonych w konkretnych kontekstach aby skutecznie oddziaływać na wrodzone poczucie przyzwoitości i uczciwości u białych, po czym były nadawane ciągle od nowa. Rezultat – więcej skruchy, dokładnie taki jaki zamierzono. Poprzez umiejętne używanie wybranych scen walki białych z rasową integracją, które dla większości ludzi były żenujące/gorszące, ekipy kontrolujące media były w dużym stopniu zdolne uczynić idee oporu wobec rasowej integracji wstydliwą dla większości białych ludzi. To właśnie media nadały zjawisku sprzeciwu białych wobec “zjednoczenia” ras nazwę “rasizmu”. Poprzez ciągłe powtarzanie tej nazwy i pokazywanie niechlubnych scen, które już jednoznacznie kojarzone były ze wstydem, słowo to samo w sobie uzyskało moc wzbudzania wyrzutów sumienia, poczucia winy, analogiczne do dźwięku dzwonka, który w porze obiadowej wywoływalłu psa Pavlova odruch ślinienia się. Media nauczyły nas odruchowej reakcji na słowo rasizm. Obecnie to słowo wystarczy by powodować u nas bladość, uciekanie po wymówki, powodując nawet u zatwardziałych indywidualistów poczucie niewygody i zakłopotania. Ta krótka historia rasizmu jest zdecydowanym uproszczeniem, właściwy proces był bardziej skomplikowany i zbudowany z wielu detali.(…) Przykładowo szkoły zostały wcielone w program oswajający, szkolne przedmioty zostały zafałszowane tak by zapobiegać zrozumieniu racjonalności segregacji w Ameryce przez białych uczniów, lub nawet bardziej ogólnie racjonalności segregacji ras na świecie. Równocześnie przedmioty historyczne zostały zeuropeizowane i naszpikowane wyimaginowanymi osiągnięciami kolorowych. Miało to na celu wmówienie uczniom ze utrzymywanie segregacji jest nie tylko irracjonalne ale i niesprawiedliwe. Jedyne co pomaga białym uczniom opierać się tym naukom jest fizyczna obecność kolorowych w szkołach , która pozwala im zobaczyć rażącą rozbieżność między teorią a rzeczywistością. Jedna z konsekwencji tego jakże skutecznego programu, kontynuowanego ciągle przez media, tego prania mózgu, jest to że stało się niesamowicie trudne dyskutowanie na tematy rasowe. Tak samo musiało wyglądać usiłowanie rozmów na temat seksu wsród prezbiterian w zeszłym stuleciu. Kiedy występują w programach TV i mowie o rasie, otrzymuje telefony od histeryków nie umiejących poradzić sobie z tym. Dzwonią również nienawistni ludzie mówiący wprost że za moją przychylność wobec segregacji i opór wobec krzyżowania ras powinienem zostać zabity. Ci, którzy z taką nienawiścią obrzucają mnie wyzwiskami za niepoprawny politycznie punkt widzenia to w większości biali ludzie, zindoktrynowani przez mass-media. Przeciętni ludzie kilkadziesiąt lat temu reagowali tak samo na rozmowy o seksie, nienawidzili, gardzili a nawet chcieli zabijać tych którzy mieli inne niż konserwatywne podejście do tego tematu, i nie mówię tu o homoseksualistach czy pedofilach.(…) Niemniej jednak rasa jest czymś o czym musimy myśleć i mówić racjonalnie i szczerze. Nie może nas zawstydzać czy krępować. Nie może też wzbudzać w nas poczucia winy. Musimy zrozumieć ze chęć życia, pracowania, spędzania czasu z ludźmi takimi jak my jest naturalnym, zdrowym uczuciem, z którym się rodzimy. Natura dała nam to uczucie abyśmy mogli ewoluować jako rasa, rozwijać poszczególne cechy i zdolności , które różnią nas od innych ras. To uczucie, ta preferencja własnego rodzaju jest konieczna do przetrwania. To co jest nienaturalne, destrukcyjne i nienawistne to wymuszony multikulturalizm, tzw. “różnorodność”. Podsumowując, nasze naturalne uczucia dotyczące rasy nie są kwestią, którą mistrzowie prania mózgu obudzili w nas przez kontrolowane przez siebie media. Oni rozwinęli to do mechanizmu winy i strachu. Pracowali niemal tak samo ciężko nad tym aby zmieszać i zatrzeć nasze postrzeganie różnic między kobietą i mężczyzną. Kiedy powiem publicznie, a często mi się to zdarza, ze natura wyznaczyła mężczyźnie role tego, który zapewnia utrzymanie i ochronę a kobiecie role piastunki, staje się obiektem tego samego typu histerii i ataków nienawiści jak wtedy gdy poruszam temat rasy. Musimy się oprzeć całej tej kampanii wymuszonej politycznej poprawności.(…)Najbardziej opierać się musimy ich wysiłkom by zmienić nasze postrzeganie rasy. Nie możemy przetrwać dłużej, chyba że powrócimy do szczerości w pojmowaniu rasy.

William L Pierce (American Dissident Voices) Tłumaczenie: answ.wordpress.com

%d bloggers like this: