Generał „Nil”

 

Biograficzny film Ryszarda Bugajskiego o generale brygady Auguście Emilu Fieldorfie w rolę którego wcielił się Olgierd Łukaszewicz pt. „Generał Nil” to poruszający obraz historyczny, który wywoływać może duże emocje, od smutku do gniewu. Generał, który jako dowódca Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej kierował największymi akcjami przeciwko Niemcom podczas drugiej wojny światowej po powrocie do Ojczyzny próbuje, podobnie jak miliony zmęczonych wojną Polaków, ułożyc sobie życie w czasie pokoju, jednak ten wygląda całkowicie inaczej niż powinien. Zastał on Polskę zniewoloną przez komunistyczny system, który postawił sobie za cel wyeliminowanie polskich patriotów. Podczas oglądania odczuć można atmosfere ciągłego strachu, niepewności jutra i podejrzliwości ludzi wobec siebie. Aresztowany generał ma zostać zamordowany po pokazowym procesie. W filmie pokazane są okrutne sceny przesłuchań i tortur i atmosfera UBeckich kazamatów. Generałowi podsyłani są agenci próbujący pozyskać go do rzekomego oporu przeciwko radzieckiemu okupantowi, ten jednak nie daje się złapać na „spisku”. Mimo wszystko przeznaczony jest do egzekucji, podczas „śledztwa” poprzez tortury pozyskiwani są świadkowie, fabrykowane zarzuty.   Los, który stał się udziałem tysięcy polskich patriotów którzy zginęli z rąk sowietów a także służących im Polaków pokazany jest w tym filmie w sposób chwytający za serce.  Generał Fieldorf brał udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku jako żołnierz Pierwszej Brygady Legionów, walczył w obronie Polski w kampanii wrześniowej by następnie stanąć na czele organizacji NIE, która miała stawić czynny opór radzieckiej okupacji. Aresztowany przez NKWD spędził dwa lata w obozie na Uralu, po powrocie do Polski ujawnił się władzom co doprowadziło do jego ponownego aresztowania. Skazany przez Marię Gurowską (Sand) na karę śmierci przez powieszenie na podstawie dowodów sfabrykowanych przez prokurator Helenę Wolińską zostaje stracony w 1953 roku w mokotowskim więzieniu.  Propaganda PRL przez wiele lat nie pozwalała by gen. „Nil” i inni bohaterowie zajęli należne im miejsce w polskiej historii.  To co zaskoczyło mnie podczas oglądania filmu to to że bez ogródek pokazane zostało to kto tworzył aparat terroru w Polsce, jakiej narodowości byli zbrodniarze którzy zarządzali strukturami okrutnego totalitaryzmu.To co zgotowali Polakom ludzie, którzy uchodzą dziś za najbardziej pokrzywdzony naród świata bardzo rzadko poruszane jest w filmach i publikacjach ze względu na polityczną poprawność i silne wpływy polityczne. Tak odwdzięczyli się Polakom ci, którzy mieli wszystkie możliwości by być „najsprawiedliwszymi wśród narodów świata”. Dodatkowo w nastrój przygnębienia wpędzić może świadomość że zbrodnie te nie zostały nigdy rozliczone a następcy żydowskich, komunistycznych katów którzy przez wiele lat kontynuowali ich dzieło nierzadko, już w tzw. „wolnej Polsce” odbierali przeróżne medale „za zasługi”.  Proces w sprawie zbrodni na gen. Fieldorfie rozpoczął się w 1997 roku, Gurowska nie poniosła jednak żadnej kary, prokurator Wolińska dożyła późnej starości w Wielkiej Brytanii, próby jej ekstradycji określała „antysemityzmem”.Film ten jest z pewnością godny polecenia, a tego typu produkcji rozliczeniowych powinno być znacznie więcej. Nie jest to widowiskowe kino, można by przyczepić się do realizacji pewnych jego fragmentów, jak np. scen walk z Niemcami ale nie one są jego sednem. To historia widziana oczami człowieka honoru, bohatera wolnej Polski w starciu z brutalnością i niesprawiedliwością komunistycznej okupacji. Filmy takie jak „Generał Nil” w przeciwieństwie do większości serwowanego nam kiczu warte są tych kilkunastu złotych na bilet do kina. by Ajwaj

%d blogerów lubi to: