Pierwszego maja, w dzień Święta Pracy na ulice polskich miast wypełzają pogrobowcy komunizmu, uwłaszczone różowe cwaniaczki z tzw. „ugrupowań lewicowych”, szafujące hasłami walki o prawa robotników, godne płace, dobre warunki pracy i ogólnie lepsze życie obywateli Polski. Wraz z nimi, lub osobno, w zależności od stopnia zbieżności deklarowanych idei maszerują wszelkiej maści anarchiści, kanapowe partyjki czerwonych rewolucjonistów. Od wielu już lat próbują one wypracować monopol zarówno na Święto Pracy jak i obronę robotników. Jak tzw. „lewica” wywiązywała się z deklarowanych założeń wiedzą doskonale nie tylko robotnicy. Dawni partyjni aparatczykowie doskonale odnaleźli się w „nowej Polsce” w nowym systemie. Wraz ze sprzedajnymi liderami Solidarności, którzy zapewnili im „miękkie lądowanie”, stworzyli swoją republikę kolesi, w której oszukany naród sprowadzony został do roli taniej siły roboczej, a jego część została pozbawiona możliwości pracy i godnego życia. Dawni komuniści, dziś europejczycy pełną gębą, prezesi firm, politycy kierujący losami „wolnej Polski”, członkowie rad nadzorczych i osobowości świata mediów, zmienili obiekt dyspozycyjny. Dziś nie raportują już do Moskwy a wypełniają rozkazy z Brukseli i Waszyngtonu, wysługując się ponadnarodowemu kapitałowi, maszerują w pierwszym szeregu głosicieli potrzeby globalizacji, zrzeczenia się narodowej suwerenności. Dziś mówiąc o ochronie interesów pracowników i państwa polskiego dobijają polską gospodarkę. Oni też wysyłają polskie wojsko jako tanie, zaciężne oddziały na wojny wywoływane przez globalną elitę w imię imperialistycznych interesów Stanów Zjednoczonych. Dziś hasła walki o godne życie robotników słyszymy z ich ust znacznie rzadziej niż hasła konieczności obdarzenia przywilejami mniejszości seksualnych. A i tak jest to tylko pusta retoryka. Czytaj dalej »